sobota, 29 marca 2014

Rozdział I - 3 w nocy to najlepsza godzina na wycieczki po dzielnicy.

 Zimny powiew powietrza działa dobrze. Jest najlepszy na depresję, chociaż
niewiele dotąd zdziałał. Kiedy wychodzę czuję się lepiej, ale i tak "lepiej" to za
mało powiedziane. Powinnam teraz siedzieć w gabinecie doktora Fostera i oglądać 
bezsensowe obrazki, które jakimś cudem miały mi pomóc w leczeniu depresji i anoreksji. 
Głównie widziałam w nich tylko wspomnienia związane z tatą lub krew. Najczęściej
był to klif nad Atlantykiem, niedaleko Nowego Jorku. Byłam tam z tatą raz, zabrał 
mnie na lody włoskie i poszliśmy oglądać zachód słońca. A dwa dni później mojego 
taty już nie było. Zginął w katastrofie 11 września. Miałam 5 lat, a pamiętam jakby
to było wczoraj. Za dobrze to pamiętam. Za dobrze pamiętam każdy zadany mi cios.
 Przetarłam łzę spływającą po moim policzku. Nie lubię płakać, chociaż to już dla mnie normalne. Codziennie płaczę, nawet czasem moje wybuchy nie są uzasadnione. 
 Gdyby Mark nie wziąłby mnie do psychologa 2 lata temu teraz byłabym już razem z 
tatą. Mark jest w sumie jedynym człowiekiem na ziemi z którym porozumiewam się 
normalnie.
 Matka nie interesuje się mną. Dla niej jest ważna tylko praca, pieniądze i 
alkohol. Nie mówię, że jest alkoholiczką, ale pije dużo. Jest kimś tam ważnym w 
rządzie Denver. Mało mnie to obchodzi. Tak samo jak ja, obchodzę ją.
 Wyjęłam z kieszeni telefon. Za 5 minut powinnam kończyć wizytę. Ups, mam to w 
dupie. Powoli będę wracać w stronę domu. Mark jak zwykle będzie gotować albo 
sprzątać, a moja rodzicielka będzie w pracy. A ogólnie z innymi też jest chujowo.
 Zaczęłam iść w stronę domu. Na szczęście park o 18 nie jest zaludniony. Jest 
domem odrzutków, bezdomnych i narkomanów. I jeszcze jednej zdepresowanej 
anorektyczki.

                 * * *
-Co chcesz na kolacje?
-Zgaduj.
-Znowu będziesz wymiotować...
-A co cię to obchodzi? I tak zrobię co chcę. Nie wysilaj się.
-Kiedyś byłaś słodka a...
-A potem pojechaliśmy do Nowego Jorku-dokończyłam i poszłam do mojego pokoju. Na 
wejściu głęboko westchnęłam. Od razu poczułam zapach dzikich jagód i grejpfruta- 
mojego ulubionego zapachu. Wnętrze było wyposażone w drewniane meble z Ikei, a
ściany obwieszone plakatami rockowych oraz alternatywnych muzyków i zespołów. Ściany 
bez zdjęć były szare, a na jednej z nich wisiała wyblakła i podarta flaga USA. Pod 
nią wisiało  zdjęcie mojego taty. Zrobione właśnie na klifie, kilka dni przed
najgorszym dniem w moim życiu.
 Gdyby nie śmierć taty, mieszkałabym teraz z młodszym rodzeństwem, matką, tatą i 
Markiem w Los Angeles. Mieliśmy tam się przenieść miesiąc po tragedii. Moja mama
była w 4 miesiącu ciąży. Kiedy tata zginął zrobiła aborcję, bo uważała, że nie 
będzie w stanie opiekować się tym dzieckiem. Miałam tylko 5 lat. Wtedy to był dla 
mnie ogromny szok. Już w takim wieku odsunęłam się od ludzi, a szczególnie od
matki. Nie ufam jej. Widać ona odnosi się tak samo do mnie, jak ja do niej. Ale i 
tak jej życie jest 1000 razy lepsze niż moje. Jedyną osobą która się mną opiekuje 
jest Mark,  którego i tak nie lubię. Między innymi to był powód mojego "rozstania"
ze społeczeństwem. Chodzę do szkoły pod przymusem. Nienawidzę tego. Nie chodzi o naukę, ale o ludzi. Suki, odpierdolą się kiedy przekupi się je lub zaprzyjaźni. To 
idzie jak domino; od siostry do siostry, od bogatej do bogatej. Moja rodzina...
Moja matka też jest bogata, ale na całe szczęście nie odjebało mi jeszcze. Tak jak 
mojej mamie. 
 Włożyłam do odtwarzacza IPhone'a, przejechałam opuszkiem palca po wyświetlaczu i wybrałam pierwszą piosenkę, która była najbliżej mojego palca. Pierwsze dźwięki 
piosenki wydostały się z głośników, kiedy ja włączałam laptopa. Rozsiadłam się na 
kremowej pościeli. W sumie, kiedy zostaję sama lubię poczuć się dziewczyną. Ale 
taką typową; gada z przyjaciółkami przez skype 4 godziny, kupuje zapachowe świece,
nosi super ciuchy. Z jednej strony nienawidzę tych (fałszywych, wrednych itd)suk, 
ale z drugiej zazdroszczę im. Są obsypane ludźmi, piękne, chude. Mają 
codziennie idealne włosy; jedne czekoladowe, inne matowy blond. Jedna dziewczyna w tej paczce "królowych" ma szaro-wrzosowe włosy. Bardzo suche, pewnie często je 
farbowała. Codziennie nosi sukienki.Beżowe lub miętowo-turkusowe. Do tego 
nosi te same tenisówki od Lacoste, białe, lekko schodzone.  I zawsze ma tą samą 
skórzaną kurtkę,czarną do bioder, nigdy nie zapiętą. Jej koleżanki wraz z nią chodzą
do drogich sklepów, ostatnio jedna ukradła szalik od Dior. Była niezła draka, 
kiedy dowiedzieli się o tym w szkole. Stała się pośmiewiskiem, ale tylko przez 
chwilę, głównie dlatego że była jedną z "tych lepszych". Kiedy ktoś napisał o tym
na facebook'u jej ojciec pozwał autora wpisu. 
 Od razu zalogowałam się na twitter'a. Posiedziałam chwilę, wyżaliłam się kilku 
osobom i po odsłuchaniu kilku piosenek poszłam się umyć.

                       * * *

 Powoli przetarłam oczy. Wyjrzałam za okno. Czarne niebo, księżyc zasłonięty szarymi 
smugami chmur- jak zwykle o 3 w nocy. Walnęłam głową w poduszkę. Chwilę tak
poleżałam, wpatrywałam się w plakaty. Z bezsensownego wpatrywania się w ścianę 
wyrwał mnie przerażający kobiecy krzyk z zewnątrz. Automatycznie zerwałam się z 
łóżka na równe nogi (wiem, jak na taką samotną osobę jestem strasznie wrażliwa na
cudzą krzywdę) i podbiegłam do okna. Zobaczyłam tylko krople deszczu przelatujące 
przez światło z ulicznych latarni i mgłę. Po kilku minutach wpatrywania się w 
"mleko" postanowiłam wyjść przed dom. Ubrałam ciepłą bluzę  i dresowe spodnie. Schodząc ze schodów złapałam latarkę. Przed drzwiami założyłam buty i cicho chwyciłam za klamkę, żeby nie zrobić afery. Po cichu modliłam się, żeby Mark nie włączył alarmu. Przycisnęłam klamkę i... na całe szczęście mój lokaj Mark, ma chyba najgorszą pamięć na świecie. Zamknęłam drzwi i szybkim krokiem ruszyłam w stronę ulicy. Przez pierwszą chwilę nie widziałam nic specjalnego. Cofnęłam się do furtki.

Brak komentarzy:

Szablon by Szanella