środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział II - Znalazłam cię na ulicy. Będziesz moją siostrą?

 Usłyszałam ten sam pisk kobiety, tak samo przerażający i głośny. 
-Gdzie jesteś?!-wrzasnęłam 
Nie usłyszałam nic, prócz zduszonego krzyku. Przez mgłę nic nie widziałam, ale biegłam w stronę dobiegającego do mnie dzwięku. Po krótkim biegu dojrzałam zarysy postaci, leżała na ziemi. Szybko podbiegłam do niej.
-Co ci się stało?!
-Dzwoń na policję- usłyszałam i szybko chwyciłam za telefon. Wykręciłam numer policji i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
-Halo?
Spojrzałam na kobietę. Była zapłakana, patrzyła na mnie wzrokiem, jakby jej życie zależało ode mnie. Poczułam wielki ucisk w gardle.
-Halo?!-dopiero teraz dotarło do mnie, że możliwe że właśnie ratuję czyjeś życie
-Chryste Panie! Proszę panią, jestem na ulicy... kurwa- obejżałam się za siebie. Szybko szukałam wzrokiem nazwy ulicy na jakimś domu, bo odbiegłam kilkaset metrów od mojego i na pewno to nie jest ta ulica.
-Jaka to do cholery ulica?!-mruknęłam do siebie.
-Proszę podać ulicę!-usłyszałam ze słuchawki
-Już, już. Tylko do cholery nie wiem jaka to!
-To prosze podać mniej-więcej swoje położenie.
-em... Dobrze. Więc przybiegłam z Wolf Street 75 jakieś 200-300 metrów w stronę centrum Denver. Na ulicy leży kobieta, nie wiem do końca co jej się stało, ale jest posiniaczona i osłabiona. Proszę jak najszybciej przyjechać-powiedziałam prawie płacząc
-Zrobimy co w naszej mocy. Proszę położyć kobietę na chodniku i czekać na pomoc. Wezwiemy karetkę.
-Dobrze dziękuję-znów spojrzałam na twarz kobiety, nawet nie! Dziewczyny. Była chyba w moim wieku, albo starsza. Miała brązowe oczy i włosy. Miała wręcz fioletową twarz. Straszny widok, widzieć kogoś tak podobnego do mnie w takim stanie. 
-Dziękuję- wyszeptała dziewczyna
-Nie ma za co-powiedziałam lekko uśmiechając się- wstań, przeniosę cię na chodnik.
Pomogłam jej wstać i razem przeszłyśmy przez ulicę. 
Usiadłam na ziemi, a ona położyła się obok mnie. Zauważyłam, że jest jej niewygodnie, i ułożyłam jej głowę na moioch kolanach. Ona uśmiechnęła się lekko. 
-Jak masz na imię?-spytała
-em.. Zoey
-Ja nazywam się Ellie-odparła
-A właściwie... to co się stało?-Zapytałam ciekawa. Zobaczyłam, że jej wyraz twarzy zmienia się na bardziej ponury.
-em, przepraszam. Nie powinnam była...
-Nie szkodzi. Dobrze, że pytasz. Podszedł do mnie jakiś gość, widziałam go wcześniej, śledził mnie. Po prostu podszedł i dostałam w brzuch. Zabrał mi torebkę, jeszcze chwile posiłował się ze mną i odbiegł, gdy usłyszał że biegniesz. 
-Znasz go?
-Nie, a poza tym miał kominiarkę. 
-A-Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po kilku minutach usłyszałyśmy dzwięki syreny, i szczekanie sąsiednich psów. Światła powoli zapalały się w każdym domu,a ludzie wychodzili ciekawi na ulicę. Nawet nie zauważyłam, kiedy karetka z dwoma radiowozami podjechały do nas. 
-Czas na ciebie-wyszeptała dziewczyna dając mi znak, że mam iść.
-Jadę z tobą, nie zostawię cię.-odpowiedziałam sucho
-Ale nawet mnie nie zna...
-Dobry wieczór.-przerwał jej lekarz, który odrazu wyjął małą latarkę ze swojej torby i zajżał Ellie w oczy. Szybko zbadał rany i zawołał kolegów, by pomogli mu przenieść dziewczynę na nosze.Trzej mężczyźni zrobili to dosłownie w kilka sekund. Bezmyślnie wpatrywałam się w oko mojej nowej znajomej. Było sine, ktoś musiał na prawdę jej nienawidzić, żeby zrobić coś takiego.
-Pani z rodziny?-podszedła do mnie pielengniarka
-Co?
-Pytam się: czy jest pani z rodziny poszkodowanej?
-em..-spojżałam na Ellie, siną Ellie-Tak. Jestem... jej siostrą.
-Dane osobowe twoje i poszkodowanej proszę.
-Ja to Zoey... Morrison!-serio, nie mogłam wymyślić nic lepszego, niż nazwisko które miał mój idol?! Czy jestem aż taka głupia?! Mam nadzieję, że pielengniarka nie ma zielonego pojęcia kto to był Jim Morrison- 28 luty 1996 i Ellie Morrison (ja aka najgłupsza osoba na świecie drugi już raz) 28 luty 1996: tak samo.
-Dziękuję.
Kiedy kobieta odeszła, jebnęłam się w twarz. Myślałam że większą idiotką już być nie można.
 Po krótkiej obserwacji lekarzy, wkońcu kazali mi wejść do ambulansu. Usadowiłam się koło Ellie patrzącej na mnie z niedowierzeniem.
-Co ty tu robisz?!
-Od dzisiaj masz na nazwisko Morrison i jesteśmy siostrami bliźniaczkami, dobrze? 
-Mam na nazwisko jak Jimi! Ale zajebiście!
-Lubisz The Doors?-patrzyłam z ciekawością
-Czy lubię The Doors? Rozmawiasz z ogromną fanką Doorsów!
Ellie zaśmiała się razem ze mną. Po chwili nieświadomie zaczęła nucić Hello I Love You (jak na ledwo żywą robiła to dostć głośno, ale to chyba ja poprawiłam jej humor).
Dołączyłam się do niej. Lekarze patrzyli na nas jak na idiotki. No bo w sumie: kto normalny śpiewa w ambulansie przebój lat 70 ze swoją prawie nieżywą siostrą bliźniaczką o nazwisku Morrison, jak ten najfajniejszy na świecie ćpun?




Brak komentarzy:

Szablon by Szanella